Kim pan jest, Mr. Turner?

J.M.W. Turner "Deszcz, para, pęd"
J.M.W. Turner "Deszcz, para, pęd" nationalgallery.org.uk
Podczas ostatniego festiwalu w Cannes zachwyt wzbudził najnowszy film Mike’a Leigh, „Mr. Turner”. Złotej Palmy wprawdzie nie otrzymał, ale Timothy Spall, znany z „Jak zostać królem” i filmów o Harrym Potterze, dostał nagrodę za rolę główną. „Mr. Turner”, wraz z nagrodzonymi filmami „Foxcatcher” Bennetta Millera (za reżyserię) i „Map to the Stars” Davida Cronenberga (nagroda dla Julianne Moore za rolę główną), wydaje się jednym z najważniejszych kandydatów przyszłorocznego Oscarowego wyścigu. O samym filmie trudno cokolwiek napisać, skoro nie został udostępniony szerokiej publiczności. Przydałoby się natomiast omówić postać jego bohatera, Josepha Mallorda Williama Turnera, jednego z najwybitniejszych brytyjskich malarzy pejzażystów epoki romantyzmu.

Turner urodził się w 1775 roku w Londynie. Pochodził z robotniczej rodziny, był jednak samorodnym talentem. Pierwsze rysunki i obrazy wykonywał już w wieku trzech lat, a swoimi pracami zaczął handlować w bardzo wczesnej młodości. Zarobione pieniądze inwestował w materiały lepszej jakości. Ojciec Turnera był prostym fryzjerem i perukarzem, na tyle jednak inteligentnym, by nie ograniczać pasji syna. Kiedy zobaczył zaś, że realizowanie tych pasji przynosi całkiem przyzwoite pieniądze, zwinął swój interes i został sprzedawcą obrazów syna, jego asystentem i agentem. Zajmował się tym aż do swojej śmierci, wykazując w biznesie artystycznym co najmniej taką samą biegłość, jak w swoim salonie fryzjerskim.





Paradoksalnie, Turner mógł rozwinąć swój talent dzięki brakowi powszechnej edukacji, nie musiał bowiem poświęcać czasu na naukę i mógł skupić się wyłącznie na malarstwie. W swoje branży pracował od dziesiątego roku życia. Oczywiście nie oznacza to, że jego życie było w ogóle pozbawione edukacji: najpierw uczył się w Royal Academy Schools, później w wieczorowej akademii doktora Thomasa Monro.



Specjalizował się w pejzażach. Gdy rozpoczęła się rewolucja przemysłowa, Turnera zafascynowały maszyny parowe, które umieszczał w swych obrazach z dużo większym upodobaniem niż ludzi. Ci, nawet jeśli byli tylko małymi elementami pejzażu, nigdy mu nie wychodzili. Parowce natomiast znajdują się na dwóch najsłynniejszych dziełach Turnera: „Między Quillebeuf i Villequier” i „Ostatnia droga Temeraire’a”. Zwłaszcza ten drugi był ulubionym obrazem nie tylko krytyków, ale i samego Turnera.





Przez całe swoje siedemdziesięciosześcioletnie życie nigdy nie wyjechał na wakacje. Czas spędzał głównie w Londynie. Oczywiście, jak każdy człowiek na poziomie w ówczesnych czasach, zwiedził Europę, ale tylko i wyłącznie po to, by sporządzić szkice do kolejnych obrazów. Wykazywał się przy tym robociarską niemal krzepą. Chcąc zrobić szkice do obrazu „Zadymka – parowiec wypływa z portu”, kazał przywiązać się do głównego masztu okrętu i szkicował pomimo huraganowego wichru. Miał wtedy 67 lat. Rezultat, jak zawsze, był zachwycający:



W życiu wypełnionym sztuką Turner niewiele miał czasu na życie osobiste. Człowiek z taką krzepą i szwungiem nie mógł jednak wieść życia aseksualnego artysty, który przed trzydziestką umiera na gruźlicę. Wiadomo o jego dwóch stałych kochankach, z jedną miał dwie córki, w domu drugiej zakończył swoje życie w 1851 roku. Nigdy nie założył rodziny. Jak wielu wybitnych artystów, swoje życie całkowicie podporządkował sztuce.
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Film
Trwa ładowanie komentarzy...