Paradoksalnie, Turner mógł rozwinąć swój talent dzięki brakowi powszechnej edukacji, nie musiał bowiem poświęcać czasu na naukę i mógł skupić się wyłącznie na malarstwie. W swoje branży pracował od dziesiątego roku życia. Oczywiście nie oznacza to, że jego życie było w ogóle pozbawione edukacji: najpierw uczył się w Royal Academy Schools, później w wieczorowej akademii doktora Thomasa Monro.
Specjalizował się w pejzażach. Gdy rozpoczęła się rewolucja przemysłowa, Turnera zafascynowały maszyny parowe, które umieszczał w swych obrazach z dużo większym upodobaniem niż ludzi. Ci, nawet jeśli byli tylko małymi elementami pejzażu, nigdy mu nie wychodzili. Parowce natomiast znajdują się na dwóch najsłynniejszych dziełach Turnera: „Między Quillebeuf i Villequier” i „Ostatnia droga Temeraire’a”. Zwłaszcza ten drugi był ulubionym obrazem nie tylko krytyków, ale i samego Turnera.
Przez całe swoje siedemdziesięciosześcioletnie życie nigdy nie wyjechał na wakacje. Czas spędzał głównie w Londynie. Oczywiście, jak każdy człowiek na poziomie w ówczesnych czasach, zwiedził Europę, ale tylko i wyłącznie po to, by sporządzić szkice do kolejnych obrazów. Wykazywał się przy tym robociarską niemal krzepą. Chcąc zrobić szkice do obrazu „Zadymka – parowiec wypływa z portu”, kazał przywiązać się do głównego masztu okrętu i szkicował pomimo huraganowego wichru. Miał wtedy 67 lat. Rezultat, jak zawsze, był zachwycający:
W życiu wypełnionym sztuką Turner niewiele miał czasu na życie osobiste. Człowiek z taką krzepą i szwungiem nie mógł jednak wieść życia aseksualnego artysty, który przed trzydziestką umiera na gruźlicę. Wiadomo o jego dwóch stałych kochankach, z jedną miał dwie córki, w domu drugiej zakończył swoje życie w 1851 roku. Nigdy nie założył rodziny. Jak wielu wybitnych artystów, swoje życie całkowicie podporządkował sztuce.
