O autorze
Łomżanin, absolwent dziennikarstwa, szeregowy pracownik mediów elektronicznych, niespełniony pisarz, miłośnik piwa i amerykańskiego kina.

Taki klimat (ale bez sorry)

Konieczność nagrodzenia filmu o niewolnictwie (czy szerzej - o niedoli czarnych w USA) już od jakiegoś czasu wisiała nad Akademią. Konieczność tym silniejsza, że w 86-letniej historii nagrody jedynym nagrodzonym filmem opowiadającym o niewolnictwie wciąż pozostaje "Przeminęło z wiatrem".

Czy nagradzając "Zniewolonego" Akademia dokonała słusznego wyboru? Nic nie zapowiada, aby w najbliższym czasie miałby powstać jakiś lepszy film na ten temat. Wcześniej powstał "Django", film o wiele lepszy, ale "Zniewolony" jest bardziej odpowiedni.



Nagrodzenie "Zniewolonego" statuetką dla najlepszego filmu jest chyba również odpowiedzią na nastrój społeczny panujący za oceanem. Nie chodzi tutaj o osobę prezydenta, ale również o fakt, że wspomnienia Salomona Northupa, na podstawie których Steve McQueen nakręcił swój film, ma podobno być lekturą szkolną. Chyba nie tylko film mierzy się z pamięcią o niewolnictwie, ale i cała Ameryka (a przynajmniej amerykańskie elity intelektualne).

Przypomina mi się rok 1967, kiedy za najlepszy film uznano "W upalną noc" Normana Jewisona, kryminał, w którym Sidney Poitier pomaga uprzedzonemu rasowo Rodowi Steigerowi schwytać mordercę lokalnego przemysłowca z małego miasteczka na Południu. Kawał dobrego sensacyjnego kina, ale czy naprawdę zasługiwał na swoją statuetkę, skoro jego głównym konkurentem był zdobywca Oscara za reżyserię, "Absolwent"? Film Mike'a Nicholsa wówczas był dziełem nowatorskim i przełomowym, dzisiaj jest filmem kultowym. O "W upalną noc" mało kto dzisiaj pamięta, w tamtych czasach jednak Murzyni pod wodzą Martina Luthera Kinga wciąż walczyli o pełnię praw obywatelskich. A ponieważ w filmie Jewisona elegancki, wykształcony Murzyn nie tylko pokazuje białym prostaczkom w przepoconych koszulach, jak się prowadzi śledztwo, ale nawet daje z liścia białemu panu, było oczywiste dla Akademii, który film należy nagrodzić.



Osobiście żałuję, że "Grawitacja" nie wygrała. Zwycięstwo "Zniewolonego" ma jednak dwie zalety. Po pierwsze, znika presja, że trzeba koniecznie nagrodzić film nakręcony przez czarnoskórego reżysera. Po drugie, Oscara dostał Brad Pitt, którego lubię. Na statuetkę miał jednak większe szanse jako producent niż jako aktor.
Trwa ładowanie komentarzy...