O autorze
Łomżanin, absolwent dziennikarstwa, szeregowy pracownik mediów elektronicznych, niespełniony pisarz, miłośnik piwa i amerykańskiego kina.

Co przed nami?

Od rozdania Oscarów minął tydzień. Najwyższy czas zastanowić się, jakie filmy mogą wziąć udział w przyszłorocznej walce o małego złotego gościa.

Najbardziej nie mogę się doczekać dwóch filmów.



„Interstellar” Christophera Nolana to historia grupy badaczy podróżujących za pomocą tuneli czasoprzestrzennych. Zapowiada się poważne kino science-fiction. Autorami scenariusza są Nolan i jego brat Jonathan. Wcześniej pracowali nad „Memento” i „Prestiżem”, możemy więc spodziewać się, że fabuła "Interstellar" będzie wielopoziomowa i naszpikowana ostrymi zwrotami akcji. Grają Matthew McConaughey, Anne Hathaway i Jessica Chastain.



Drugim jest „Inherent Vice” Paula Thomasa Andersona. To adaptacja powieści Thomasa Pynchona. Rzecz dzieje się w Los Angeles na przełomie lat 60. i 70., przećpany detektyw-hippis próbuje odnaleźć swoją zaginioną eks-dziewczynę. Głównego bohatera gra Joaquin Phoenix, a oprócz niego zobaczymy Reese Whiterspoon, Josha Brolina, Owena Wilsona i Benicio Del Toro.

Jednym z najciekawszych projektów filmowych ostatnich lat jest bez wątpienia „Boyhood” Richarda Linklatera. Jest to opowieść o życiu głównego bohatera. Zaczyna się, kiedy chłopiec ma 5 lat, kończy, gdy zostaje on studentem college’u. Co czyni ten film wyjątkowym, to że był on kręcony w „czasie rzeczywistym” – każdego roku ekipa zbierała się i kręciła kawałek scenariusza. I tak przez 12 (!!!) lat. Na razie efektem jest nagroda za reżyserię na festiwalu w Berlinie oraz entuzjastyczne recenzje krytyków.

Ważnym konkurentem w przyszłorocznych Oscarach może być „Unbroken” Angeliny Jolie, historia olimpijskiego biegacza i amerykańskiego żołnierza Louisa Zamperiniego. Scenariusz napisali bracia Coen, operatorem zdjęć był Roger Deakins. Fragmenty zaprezentowane na olimpiadzie zimowej w Soczi wskazują na oscarowy potencjał filmu.



Podczas ostatniej edycji Oscarów akademicy docenili przemianę Matthew McConaugheya z aktora komediowego w dramatycznego. Czy to samo czeka Steve’a Carrela? Bardzo możliwe. W opartym na faktach filmie Bennetta Millera „Foxcatcher” Carrel gra Johna du Ponta, dziedzica fortuny i schizofrenika, który zamordował olimpijskiego mistrza Davida Schultza (Mark Ruffalo). Film miał wejść do kin w zeszłym roku, premierę postanowiono jednak przesunąć na później. Kiedy? Dokładniej nie wiadomo, ale na pewno w tym roku. Co się odwlecze, to nie uciecze.



„Jersey Boys” to adaptacja popularnego za oceanem musicalu o zespole popowym Frankie Valli and the Four Seasons. Wywodzący się z klasy robotniczej muzycy byli jedną z najpopularniejszych grup lat 60. Jedyną gwiazdą w obsadzie jest Christopher Walken, scenariusz napisał John Logan, a za kamerą stanął Clint Eastwood, który po latach kręcenia filmów sensacyjnych i dramatów, będąc już po osiemdziesiątce, zapragnął jakiejś artystycznej odmiany.

Po pracy nad „House of Cards” David Fincher powraca do kin adaptacją powieści Gillian Flynn „Gone Girl”. Główny bohater próbuje odszukać swoją żonę, która zaginęła w tajemniczych okolicznościach w rocznicę ślubu. Już teraz widać jedną skazę tego filmu – główną rolę gra Ben Affleck, który przekonująco mógłby zagrać najwyżej kłodę drewna.

Po latach niepowodzeń artystycznych powraca również Rob Marshall. Twórca „Chicago”, zwycięzcy oscarowej gali roku 2002, tym razem przedstawia nam „Into the Woods”, wariację na temat popularnych bajek dla dzieci, m.in. Kopciuszka i Czerwonego Kapturka. Grają Johnny Depp i Meryl Streep.

A może przewodnim tematem przyszłorocznej gali będzie Biblia? Do kin wchodzą dwie biblijne superprodukcje uznanych reżyserów: „Noe. Wybrany przez Boga” Darrena Aronofskyego i „Exodus” Ridleya Scotta o wyjściu Izraelitów z niewoli egipskiej. Film Scotta będzie miał premierę w późniejszej fazie tego roku, ale „Noe” wpłynie na nasze ekrany już w tym miesiącu.



W marcu na nasze ekrany zawita także najnowszy film Wesa Andersona "Grand Budapest Hotel". Jest to opowieść o konsjerżu luksusowego hotelu w czasach międzywojnia. Po sukcesie "Kochanków z księżyca" Anderson jest na fali wznoszącej. Nagroda na festiwalu w Berlinie i opinie krytyków wskazują, że twórca "Genialnego klanu" jeszcze długo się na niej utrzyma. Jak zwykle, Anderson zebrał imponującą obsadę. Na ekranie zobaczymy Ralpha Fiennesa, F. Murraya Abrahama, Adriena Brody'ego, Willema Defoe, Jude'a Lawa, Tildę Swinton, Edwarda Nortona i, oczywiście, Billa Murraya.



Filmem, który ma raczej niewielkie szanse, jest „Men, Women & Children” jednego z moich ulubionych reżyserów, Jasona Reitmana. Czy powtórzy sukces „Juno” i „W chmurach”, albo chociaż „Dziękujemy za palenie”? Osoba Adama Sandlera nie rozbudza tu żadnych nadziei, trzeba jednak pamiętać, że dobry reżyser potrafi zrobić z niego aktora. Udało się to Paulowi Thomasowi Andersonowi w „Lewym sercowym” może udać się Reitmanowi.

Na koniec zostawiam film Antona Corbijna „Bardzo poszukiwany człowiek”. To adaptacja powieści Johna le Carre’go o czeczeńskim muzułmaninie wplątanym w grę wywiadów. Film miał wejść do kin w zeszłym roku, ostatecznie jednak tak się nie stało. Na ekranie zobaczymy Rachel McAdams, Robin Wright i Philipa Seymoura Hoffmana w jednej ze swoich ostatnich ról.



„Szpieg” Tomasa Alfredsona przypomniał, że filmy na podstawie książek le Carre’go mają oscarowy potencjał. Czy tak będzie i tym razem?

Zobaczymy – powiedział ślepy.
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Film
Trwa ładowanie komentarzy...