Siódmy sezon, co oczywiste, zacznie się tryumfalnym powrotem Dona z przymusowego urlopu. Agencja jest w rozsypce, bowiem człowiek, którego na zastępstwo ściągnął Duck Phillips, okazał się dyletantem przeżartym ambicją, którego jedynym talentem było użeranie się z Peggy i płaszczenie się przed klientami (jak wiadomo, kiedy klient zgłosi jakiś pomysł, to jest to pomysł zły). Jednocześnie pod nieobecność Dona, Peggy umocniła swoją pozycję czołowego copywritera, poszerzyła strefę wpływów, w rezultacie Don nie jest niepodzielnym władcą działu kreatywnego SCP i musi dzielić się władzą ze swoją dawną protegowaną.
Niewiele wiadomo o szczegółach życia osobistego Dona poza tym, że zdobędzie wybaczenie córki po tym, jak nakryła go z sąsiadką w finale poprzedniego sezonu, a Megan wróci do niego.
Jeden z najważniejszych klientów agencji, mający swą siedzibę w Kalifornii, domaga się uwagi, dlatego też spora część załogi SCP musi regularnie kursować między Los Angeles a Nowym Jorkiem. Jak pamiętamy z końcówki poprzedniego sezonu, na wyjeździe do Kalifornii bardzo zależało Tedowi, który chciał zakończyć romans z Peggy. Ponieważ jednak Peggy musi od czasu do czasu wyjeżdżać do Los Angeles, ich romans rozkwita na nowo. Co więcej, Peggy zajdzie z Tedem w ciążę, jednak nie ujawniono, jak ten wątek zostanie rozwiązany. Podejrzewam, że Peggy, pamiętając, co zrobiła na koniec pierwszego sezonu, urodzi dziecko i zmusi Teda do rozwodu z żoną i ponownego małżeństwa.
W nowym sezonie Bob Benson będzie pojawiał się tylko sporadycznie, czego trochę żałuję, bo śmieszył mnie i lubiłem, kiedy drażnił Pete’a Campbella. Bob będzie budował swoją pozycję w agencji dzięki poparciu Joan. W zamian będzie pomagał jej w sprawach rodzinnych. Z kolei Pete po rozwodzie znajdzie się w totalnej rozsypce. Wikła się w kolejne romanse, coraz częściej jednak kończy się na nieudolnych próbach. Próbuje uwieść swoją sekretarkę, Clarę, a gdy mu się to nie udaje – zwalnia ją. Oczywiście wieść rozchodzi się migiem po całym biurze, wszyscy odwracają się od Pete’a. Tylko Ken okazuje mu jakieś szczątki przyjaźni, ale zostaje odrzucony. Zmęczony atmosferą w agencji Pete wreszcie rezygnuje z pracy.
Ken Cosgrove zmienił się w czwartym sezonie i wystarczy. Był podrywaczem, jest wiernym mężem i wzorowym ojcem i takim pozostanie. Harry Crane dalej będzie zdradzał żonę, ale nie rozwiedzie się z nią. Pod koniec pierwszej części siódmego sezonu zostanie młodszym wspólnikiem, zamiast Pete'a (proponowano to Kenowi, ale on nie ma takich ambicji). Przyjaźń Stana i Peggy będzie stawała się coraz trwalsza. Michael Ginsberg straci w końcu dziewictwo. Wiadomo, że w jednym z odcinków pojawi się Sal Romano, art director zwolniony przez Dona w trzecim sezonie. Okaże się, że rozwiódł się z żoną i przeprowadził do Los Angeles, gdzie znalazł nową pracę i chłopaka.
„Mad Men” jest nie tylko portretem epoki, ale przede wszystkim opowieścią o tym, jak kobiety zdobywają władzę w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Don godzi się z tym, że w agencji pojawiła się samica alfa. Roger – nie. I chociaż na początku serialu twórcy będą robili wszystko, by zasygnalizować nam kłopoty zdrowotne Dona, będzie to zmyłka – w ostatnim odcinku, u progu nowej dekady, Roger umrze, powalony kolejnym atakiem serca. W latach 70. nie ma miejsca dla „mizoginistycznych dinozaurów” (jak M określiła Bonda w „Goldeneye”).
A Bert Cooper? On będzie żył jeszcze długo. Dla takich ludzi znajdzie się miejsce w każdej epoce.
