CO PRZED NAMI? – MAD MEN, SEZON 7.

Pierwsza część ostatniego sezonu mojego ulubionego serialu rozpocznie się już za niecałe dwa tygodnie. Tymczasem fragmenty scenariusza wyciekły w zeszły weekend, a ich zawartość została omówiona przez amerykański portal TheWrap.com. Po kilku godzinach wiadomość zdjęto. Widocznie prawnicy Matthew Weinera i AMC mają dużą siłę perswazji i długie ręce, które, mam nadzieję, nie sięgają jednak przez ocean.

Wahałem się, czy to napisać, jednak podawanie takich informacji do wiadomości publicznej jest moim obowiązkiem jako blogera. Osobom, którym losy Dona Drapera i jego wspólników ze Sterling Cooper & Partners są szczególnie bliskie, lojalnie odradzam dalsze czytanie.



Siódmy sezon, co oczywiste, zacznie się tryumfalnym powrotem Dona z przymusowego urlopu. Agencja jest w rozsypce, bowiem człowiek, którego na zastępstwo ściągnął Duck Phillips, okazał się dyletantem przeżartym ambicją, którego jedynym talentem było użeranie się z Peggy i płaszczenie się przed klientami (jak wiadomo, kiedy klient zgłosi jakiś pomysł, to jest to pomysł zły). Jednocześnie pod nieobecność Dona, Peggy umocniła swoją pozycję czołowego copywritera, poszerzyła strefę wpływów, w rezultacie Don nie jest niepodzielnym władcą działu kreatywnego SCP i musi dzielić się władzą ze swoją dawną protegowaną.

Niewiele wiadomo o szczegółach życia osobistego Dona poza tym, że zdobędzie wybaczenie córki po tym, jak nakryła go z sąsiadką w finale poprzedniego sezonu, a Megan wróci do niego.

Jeden z najważniejszych klientów agencji, mający swą siedzibę w Kalifornii, domaga się uwagi, dlatego też spora część załogi SCP musi regularnie kursować między Los Angeles a Nowym Jorkiem. Jak pamiętamy z końcówki poprzedniego sezonu, na wyjeździe do Kalifornii bardzo zależało Tedowi, który chciał zakończyć romans z Peggy. Ponieważ jednak Peggy musi od czasu do czasu wyjeżdżać do Los Angeles, ich romans rozkwita na nowo. Co więcej, Peggy zajdzie z Tedem w ciążę, jednak nie ujawniono, jak ten wątek zostanie rozwiązany. Podejrzewam, że Peggy, pamiętając, co zrobiła na koniec pierwszego sezonu, urodzi dziecko i zmusi Teda do rozwodu z żoną i ponownego małżeństwa.

W nowym sezonie Bob Benson będzie pojawiał się tylko sporadycznie, czego trochę żałuję, bo śmieszył mnie i lubiłem, kiedy drażnił Pete’a Campbella. Bob będzie budował swoją pozycję w agencji dzięki poparciu Joan. W zamian będzie pomagał jej w sprawach rodzinnych. Z kolei Pete po rozwodzie znajdzie się w totalnej rozsypce. Wikła się w kolejne romanse, coraz częściej jednak kończy się na nieudolnych próbach. Próbuje uwieść swoją sekretarkę, Clarę, a gdy mu się to nie udaje – zwalnia ją. Oczywiście wieść rozchodzi się migiem po całym biurze, wszyscy odwracają się od Pete’a. Tylko Ken okazuje mu jakieś szczątki przyjaźni, ale zostaje odrzucony. Zmęczony atmosferą w agencji Pete wreszcie rezygnuje z pracy.

Ken Cosgrove zmienił się w czwartym sezonie i wystarczy. Był podrywaczem, jest wiernym mężem i wzorowym ojcem i takim pozostanie. Harry Crane dalej będzie zdradzał żonę, ale nie rozwiedzie się z nią. Pod koniec pierwszej części siódmego sezonu zostanie młodszym wspólnikiem, zamiast Pete'a (proponowano to Kenowi, ale on nie ma takich ambicji). Przyjaźń Stana i Peggy będzie stawała się coraz trwalsza. Michael Ginsberg straci w końcu dziewictwo. Wiadomo, że w jednym z odcinków pojawi się Sal Romano, art director zwolniony przez Dona w trzecim sezonie. Okaże się, że rozwiódł się z żoną i przeprowadził do Los Angeles, gdzie znalazł nową pracę i chłopaka.

„Mad Men” jest nie tylko portretem epoki, ale przede wszystkim opowieścią o tym, jak kobiety zdobywają władzę w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Don godzi się z tym, że w agencji pojawiła się samica alfa. Roger – nie. I chociaż na początku serialu twórcy będą robili wszystko, by zasygnalizować nam kłopoty zdrowotne Dona, będzie to zmyłka – w ostatnim odcinku, u progu nowej dekady, Roger umrze, powalony kolejnym atakiem serca. W latach 70. nie ma miejsca dla „mizoginistycznych dinozaurów” (jak M określiła Bonda w „Goldeneye”).

A Bert Cooper? On będzie żył jeszcze długo. Dla takich ludzi znajdzie się miejsce w każdej epoce.
Trwa ładowanie komentarzy...